Gdy ruszyli w polonezowym szyku, gdy rozległy się pierwsze takty utworu Wojciecha Kilara, chyba wszystkim bez wyjątku, pojawiały się łzy w oczach.
Pierwszoklasiści weszli tanecznym krokiem w swój Dzień Pasowania.
Tygodnie przygotowań, zebrały swe żniwo w postaci doskonałego przedstawienia.
Część artystyczna w wykonaniu naszych nowych uczniów, była skromnie mówiąc wspaniała.
Trema tremą, ale młodzi aktorzy wznieśli się na wyżyny swych możliwości przy wsparciu swych wychowawczyń (ukłony dla Pań Beaty Osman i Joanny Kluby.).
Po części artystycznej nadszedł czas na akt ślubowania, obietnicę pilnej nauki oraz chyba najważniejsze: kroczenie drogą do realizacji swoich marzeń.
Kiedy Pan Dyrektor pasował na Ucznia, otwierając drzwi do uczniowskiej braci, Pan Wójt wręczył złote medale dla Bohaterów Dnia, nadszedł czas na drugą część uroczystości: Dzień Edukacji Narodowej, zwany potocznie Dniem Nauczyciela.
Zabawną formą zaskoczyli nas uczniowie klas 2a i 3a.
Ukazali zawód nauczyciela od dość wesołej strony. Życzenia pojawiły się od Budowniczego (ale nie Boba), Inżyniera, Lekarza (Grzecznolin pożyczę na najbliższą lekcję ;-) ), Ogrodnika, Marynarza czy Astronauty.
Nie wspomnę już o wizycie szalonej Projektantki Mody (rola prima sort), jej pokaz mody spowodował wśród żeńskiej części ciała pedagogicznego, chęć odświeżenia garderoby, no może poza kreacją zmęczonej nauczycielki ;-).
Myślę, iż cała uroczystość utwierdziła nas w przekonaniu, że zawód który wybraliśmy był dobrą decyzją, chociaż wolałabym użyć słowa - powołaniem…
K.I. GAŁCZYŃSKI WIERSZ O WIELKEJ WDZIECZNOŚCI
W życiu to takie proste:
przyszedł człowiek, rękę uścisnął, podziękował,
ale w poezji trudniej,
poezja to trudne słowa.
Uścisk dłoni to jedna chwila, gest paru sekund,
ale poezja ma być jak drzewo,
co się schyla nad nurtem naszego wieku;
i ptaki mają być na tym drzewie,
i promieni słonecznych wiele.
Ja w tym wierszu wypowiadam całego siebie
dla was i o was, nauczyciele:
fizycy i matematycy, poloniści i biologowie,
pochwałę waszej pracy śpiewam w gorącym słowie.
Bezmierny mój dług wdzięczności,
więc strof mi potrzeba jak w słońcu grająca kapela,
żeby po całym kraju rozsławił się, rozgłosił
wysiłek nauczyciela.
Jakże nie pisać wiersza, jakże nie płonąć w podzięce
za światło, co się rozszerza,za dar najpiękniejszy, za wiedzę!